wtorek, 24 września 2013

Frenglish

Francuzi, jak powszechnie wiadomo, nie umieją jezyków obcych, a jak trochę umieją to tak je zniekształcają, że już lepiej niech się w ogóle w nich nie wypowiadają! oczywiście nawiążę tu głównie do angielskiego, bo to przecież podstawa w dzisiejszych czasach.

Po pierwsze, jak Francuz/ka mówi po angielsku, trzeba się mocno skupć i bardzo chcieć zrozumieć, bo mimo iż zna słówka, a może i nawet gramatykę, to mówi po francuskim angielsku. Mamy więc nieme "H", francuskie dyftongi i dźwięki, wszystko to może prowadzić to wielu nieporozumień, nie tylko ze strony odbiorcy, często sami mówiący (piszący) wpadają w swoje sidła i nie wiedzą już o jakie słowo im chodziło. 
Kilka przykładów z życia wziętych, na wlasne uszy słyszanych:

francuz mówi (czytajcie na glos tak jak napisane) : i is wiz iz mozer .....
tłumaczenie: He is with his mother

francuz mówi: i iz angri .....
tłumaczenie: generalnie chodzi o to że jest głodny, ale nigdy nie wiadomo! ?

francuz mowi: łuzłu
tlumaczenie: who is who

francuz pisze:  he is hill
francuz rozumie: he is ill

francuz mówi: api
tłumaczenie: happy

francuz mówi: aj ops
tłumaczenie: high hopes

francuz mówi: ed end szulders
tłumaczenie: head and shoulders

francuz mówi: i can ir you
tłumaczenie: i can hear you no bo przecież nie ear you!

Oj nie dam rady opisać wam jak więdną mi uszy gdy słucham radia! Ojajajaja plasebo, dido (D.i.d.o.), dżemsblunt i piosenka "aj" (High) , albo znana wszystkim piosenka "łizor wizałt ju", wiadomości sportowe: manczester junajtid.... Itp itd 

Można by wymieniać! 

Po drugie, żeby być cool mieszają angielskie słowa w francuskich zdaniach, albo przekształcają francuskie słowa, żeby miały angielskie brzmienie i tak słyszymy:

- c'est la life ("c'est la vie" odeszło do lamusa)
- tu as la belle life 
- pas de "susaj" (pisze fonetycznie bo nawet nie wiem czy to ma jakąś pisownię, chodzi o to że "nie ma problemu", francuskie "soucis (problemy)" zostało "zangielszczone" końcówką "aj") wierzcie mi to okropne dla ucha ! No o oczywiście najwiecej zwrotów tych używają ci, co najmniej z angielskim mają do czynienia! 

Temat rzeka, wierzcie mi jeszcze sie nie skończył, w jednym z przyszłych wpisów opowiem wam o tłumaczeniach, to dopiero jest materiał! muszę tylko trochę nad tym popracować i zebrać do kupy materiały ;)

Tym czasem Orewouaj! Siju!


wtorek, 17 września 2013

Back to Work

Poniedzialek 9 ty wrzesnia, 

La rentrée w pełni! powracali już do szkół,do biur,do mieszkań, zapomnieli o wakacjach, ale są jeszcze tacy, co powoli wracają! Moja najdroższa S. wracała dopiero 9tego, ah 5 tygodni wakacji miała! Pan M. tak samo, cały miesiąc się byczył, dla nich "rentrée" trwa zaledwie tydzień!

Oczekiwałam więc, że po tak długich słonecznych wakacjach, wrócą z odrobiną energi i zarysem uśmiechu na ustach.

Poniedziałek 8h31

Wbiegam do biura, M siedzi, mina jakaś nieciekawa, siedzi i rozmawia ze swoją małżonką przez telefon:

- na pewno nie zmieniałaś hasła do FB
- ....
- dlaczego nie mogę się połączyć
-...
czyta jej co jest na strone na pisane...

Tak zaczynają się moje poranki w pracy. w głębi duszy wznoszę oczy do nieba i głośno wzdycham, Pan M. i jego ukochana to prawdziwa zakochana para ! (ile razy słyszymy w biurze jak ją nawyza "moje serce", "mój skarbie", "moja droga"....) nawet konto na FB mają razem, nie jak każdy normalny człowiek, osobno, nie: zbigniew@facebook i zdzisia@facebook, tylko onaion@facebook! tak sobie myślę, że już bardziej fanpage mogli założyć, chętnie bym zalajkowała, bo być na bierząco z ich perypetiami to musi być nie lada zabawa. Trochę to patetyczne, ale skoro tak bardzo się kochają! W takiej sytuacji rozumiecie już skąd biorą się problemy z hasłem dostępu ;)

rzucam się w wir pracy, z niecierpliwością oczekując powrotu mojej najlepsiejszej koleżanki! zaczyna o 10h00..

10h15 jeszcze jej nie ma, ale się nie martwię, bo 15 min spóźnienia to u niej żadne spóźnienie.
10h25 mogłaby zadzwonić, powiedzieć co się dzieje,
10h30 może postanowiła przedłużyć wakacje
10h45 JEST! CAŁA i ZDORWA! nic jej się nie stało! przyszła !

halooo , halllloo ktoś zauważył, że przyszła z 45 minutowym opóźnieniem? NIE! wszyccy sie pewnie ciesza, ze w ogole przyszla

Zjawiła się.

Zielono-żółto-fioletowa na twarzy, ze zbrązowiałymi zębami z workami pod oczami do szyi. Zjawiła się z wielkim westchnieniem typu "życie jest ciężkie" z problemami całego świata na swoich barkach,

Wakacje? Jakaś masakra przecież wakacje z dziećmi to żaden wypoczynek !

Wróciła, flegmatycznym ruchem położyła torebkę pod biurkiem, poprawiła unoszący się na brzuchu nieco zaciasny sweter, poszła do I. (do tej pory nie powiedziała mi dlaczego tak późno przyszła, ani nie przeprosila) staram się zażartować:

- <bigsmile> ha powroty po wakacjach są ciężkie <;)> <bigsmile> mówię
S. Na to: - eh ...coś tam, coś tam, że pociag, że coś tam ( za nic nie jestem w stanie powtórzyć  co mi odpowiedziała)

11h30 wstała i poszła w kierunku biura I.i ślad po niej zaginął

12h30 wróciła, powiedziała że sorry bo coś tam (znowu nie zrozumiałam, chyba muszę podszlifować mój francuski)

12h40 wyszła wcześniej na przerwę obiadową, bo "miała coś jeszcze do załatwienia"

14h20 wróciła z 20minutowym opóźnieniem z przerwy bo "coś jej się przedłużyło

14h30 poszła zrobić sobie poobiedną kawę

15h00 zainteresowała się tym, co się działo podczas jej nieobecności

15h30 po moim sprawozdaniu odebrała kilka czekających od rana maili, po czym odebrała kilka osobistych telefonów, zamykając się w biurze obok


Wtorek 
od 10 do 12 siedziała i dużo klikała w klawiaturę, jak się później okazało, jakieś osobiste sprawy zalatwiała

o 12h30 wyszła na obiad pol godziny wczesniej  "bo miała coś do załatwienia" (business woman normalnie)
wróciła jak zwykle ok 14h15 (zamiast o 14)

16h20 stwierdziła, że to może ona już pójdzie bo "coś tam" (znowu nie wiem co)

16h40 już jej nie było......

dla ułatwienia dodam, że powinna pracowac od 8h30 do 17h30...

w środę znwou się spóźniła 30 minut i za dużo jej nie widziałam, poprosiła mnie tylko czy bym taki list dla mojego szefa mogla przetłumaczyc z angielskiego, nie to że ona nie umie czy coś, bo jak zaznaczyla "wiele razy już mu je tłumaczyła ale..." nie wiem dlaczego więc tego nie zrobiła teraz, skoro taka wprawiona, ... wziełam przetłumaczyłam

w czwartek nie przyszła
zadzwoniła,że .....uwaga !!
"Źle spała, jest bardzo zmęczona, syn sie w nocy budził, nie wyspała się...." (Bez komentarza ...)

w piątek przyszła zrobiła wokół siebie zamieszanie, zagrała przed szefem zaaferowaną sekretarkę przez 30 minut, następnie chciała odpowiedzieć na wszystkie zaproszenia jakie dostał, ale do 15h00 zabrakło jej czasu, trzeba było przecież wyjść wcześniej z pracy, żeby zacząć weekend

w piątek pan M. mial koleja "stłuczke", którą określa groźnie mianem wypadku:

stał na czerwonym świetle i samochód za nim wcześniej ruszył i go pukął w tylni zderzak, dodam że M był akurat w dużym terenowym samochodzie ...

Przychodzę w poniedziałek rano do pracy, dowiaduję się, że M jest zwolniony przez następne dwa tygodnie, a może nawet dłużej, że nie może ruszać głową, że ma "coś" z szyją, że nosi taki kołnierz, że musi zrobić prześwietlenia, że może będzie musiał mieć jakieś spotkania z fizjoterapeutą....

ręce opadają, sama juz nie wiem czy  pracuję w cyrku, czy w szkole aktorskiej.





wtorek, 3 września 2013

LA rentrée

No to sie zaczęło! LA rentrée ! czyli wiekli powrót! do szkoly, do pracy, do codziennej bieganiny, do obowiazków!.... wielki powrót rodaków z wakacji, masowo wyjechali, masowo wracaja.  La rentrée przez duże  "LA", dotyczy ono wszystkich, małych i dużych. Ktoś coś mówił o Nowym Roku i 1szym stycznia? okłamali was, New Year (Nouvel An) zaczyna się 1ego września, wraz z dzwonkiem szkolnym. Wszędzie o tym trabią: newslettery w waszej skrzynce mailowej, kolorowe czasopisma, sklepowe wystawy (od spożywczego, przez ubrania, po meble i narzędzia) wszyscy chcą wam ułatwić, umilić, pomoc przygotować La rentrée. Bo to nie takie hop siup, na to trzeba się przygotować, psychicznie i fizycznie. Nawet spożywcze sklepy promocje na Nutelle zrobiły (bo to, wbrew wszelkim utartym schematom, narodowy przysmak francuzów). Gdzie się nie obejrzeć, wszystko jest na rentrée, jak bez stresu, jak sie ubrać, jak wymalować, jak szopingować, jak i co jeść, jak umeblować salon, jakie postanowienia, jak zmienić sie ulepszyć, zrealizować marzenia, jak gładko i przyjemnie przejść od urlopu do "powrotu"..... 

głowa pęka! Nagłówki i witryny krzyczą! zwariować można, to jakiś psychodeliczny labirynt, powróćcie już i basta! Nie, nie, The Come Back musi być pełną pompą, wszyscy muszą wiedzieć, że wracamy! Wracamy odmienieni, lepsi, piękniejsi, bardziej doświadczeni, mądrzejsi, z listą marzeń do zrealizowania, życie nam się zmieni jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki! ah niech żyje LA rentrée, nowe wspaniałe życie, świat staje się lepszy......

Kręci wam się juz w głowie? czujecie się jak na karuzeli?Omamieni? Jak naćpani? mętlik, Obrazy i hasła skaczą wam przed oczami,  hormony szczęścia i ekscytacja nowym życiem przyspieszają bicie serca......wszystko pięknie, ładnie, nie powiem, można dać się ponieść temu szaleństwu, temu optymizmowi, można nabrać motywacji do wprowadzenia kilku zaleglych zmian w swoim życiu, niech więc będzie: vive LA RENTREE!

i gdy tak maszerowałam do pracy, żwawym, wesołym krokiem, głowa pełna szczęśliwych planów na nowy rok, bach! rozbiłam się o witrynę pewnej apteki: wiecie kto jeszcze świętuje we Francji LA RENTREE? WSZY!! tak te okropne, swędzące, nieczyste bestie, gnieżdżące się w brudnych włosach! fuj! czy ktoś w ogóle jeszcze ma wszy? czy w Polsce dzieci biegną do szkoły i krzyczą: "hej zgadnij co przywiozłem z wakacji! Wszy!" ???
Czy rozmowa dwóch mam na rozpoczęciu roku to:

- o dzień dobry Pani! wakacje się udały? nam bardzo, córka ma wszy, ale ten nowy produkt w aptekach jest naprawdę dobry
- o dzień dobry! tak tak udały się. Ah tak? muszę spróbopwać, moja cała czwórka ma wszy, mnie chyba też dopadły.....

wiem, chwila ciszy, na przetrawienie, tutaj wszy to temat otwarty, temat codzienny, to temat nie PROBLEM! w szkole są wszy non stop, wiszą kartki na drzwiach "UWAGA PANUJA WSZY", a dzieci i rodzice przechodzą obok, jakby to zawiadomienie o baliku czy wywiadówce było: "o znowu wszy są w szkole" trzeba "produkt wieczorem na glowe nałożyć"

!!!!

Ludzie błagam, zostawcie "produkty", zacznijcie od hignieny! 

Apteki prześcigają się w swoich La rentrée wystawach, ale wygrała jedna, apteka z 11tej dzielnicy Paryża, motyw szkolny, temat na tablicy: "to jest rentrée, zwalczcie wszy", odmiana czasownika mieć, dzieci pisza w zeszycie:

Ja mam wszy
ty masz wszy
on ma wszy
my mamy wszy
wy macie wszy
oni maja wszy.....

na właśnie oczy to widziałam!!
kończe bo już mnie wszystko drapie i swędzi !

Miłego "Powrotu" wszystkim :)



środa, 28 sierpnia 2013

Boss ale niestety nie Hugo ;)


Po francusku szef to "patron"! tak, tak, coś w tym jest: to ten, który nad nami czuwa (żebyśmy za dużo błędów nie popełniali), nas pilnuje (żebyśmy żadnych głupstw nie robili), nas ochrania (przed nudą i lenistwem w biurze), ten, który nam przewodzi i dowodzi (żebyśmy wiedzieli co i jak), i nagradza (przelewem pod koniec miesiąca...)

- patron nigdy się nie myli
- patron zawsze wie lepiej
- zawsze ma lepszy pomysł

Mój patron to postać bardzo ciekawa, charyzmatyczna... Ale przede wszystkim to duży, bardzo rozpieszczony chłopiec, jak większość jego kolegów patronów, musi mieć wszystko najlepsze i wszystko musi być natychmiast, nawet drukarka musi wydrukować zanim ją o to poprosisz i mail musi dojść, zanim zdążysz go napisać.

Musisz siedzieć w jego głowie, wiedzieć co chce, o czym myśli, musisz wyprzedzać fakty, mieć gotową odpowiedz na pytanie, którego nie zadał, trzeba się nauczyć z nim przebywać, trzeba wiedzieć jak z nim postepować, trzeba być silnym i pewnym siebie, bo jak tylko wyczuje w tobie nutkę słabości i wahania, już  się nie pozbierasz. Musisz zrobić zanim cię o coś poprosi....

Oto przykładowe zadania, jakie dane mi było wykonać, dodam ze sama nie wiem jak, ale poradzilam sobie z ich realizacja :) taka ze mnie wspaniala asystentka! hahah :)  takie zagadki-rebusiki hahahha, ale się ubawiłam, normalnie praca tutaj to jak granie w milionerach, tylko jakoś nigdy do tego miliona się nie dociera, a pytania co jedne to lepsze:

Pytanie pierwsze:

Patron: jak się nawyza ten Pan, co jego nazwisko ma chyba trzy sylaby, i co też lubi muzea i sztuke, i lubi Arts Décoratifs.....???

Ja: eeee......?
(w mojej głowie: taaaa jego książka adresowo-kontaktowa ma tysiace pozycji, on sam jak widać dobrze wszystkich nie kojarzy, no ale ja! ja to wiem, ja mam twardy dysk zamiast mózgu i w mig podam nazwisko i numer telefonu)

Patron: no często go widuję podczas różnych obiadów i kolacji...

Ja: eeeee....
(w mojej głowie: on jada obiady i kolacje codziennie, 7 dni w tygodniu,więcej  jest zapraszany niż zaprasza, nie zawsze mam wgląd do listy gości, czasem są to przyjęcia na kilkadziesiąt osób i niestety nie mam przyjemności na nich bywać)

Pytanie drugie:

Patron: Alicja! wydaje mi się, że zrobiłem rezerwację w jakimś hotelu w Szwajcarii, tylko nie pamiętam w jakim, możesz to sprawdzić?

Ja: ekhm ....tak oczywiście, na kiedy? w jakim mieście

Patron: nie wiem, robiłem to na ipadzie i nie ma

Ja: ... ???
(w mojej głowie: jaja se ze mnie robi!)

Patron: chyba coś z golfem w nazwie było, sprawdz moje wyciągi bankowe, czy jakaś suma nie została przelana...

Ja: a wpisywał Pan dane swojej karty, jak Pan rezerwował? która karta? które konto?.....

Patron: nie pamiętam, tu na ipadzie robiłem i nie wiem co się stało


......

Pytanie trzecie:

Patron zostawil S. wiadomość: niech Alicja się dowie, dlaczego nie mam internetu w mojej posiadłości na wsi?

Ja: ????? aha, w którym domu? w jakiej sieci? to on ma inernet na wsi? Jakiś numer klienta, numer telefonu by się przydał

Patron: nie działa od dwóch dni nie działa zadzwoń zapytaj dlaczego ....po czym wsiadl do samolotu i odlecial na drugi koniec Francji, nie martwcie sie, nie tylko wszystkiego sie dowiedzialam, uruchomilam internet na nowo, ale jeszcze zapisalam go do klubu klientow VIP, tak bedzie latwiej nastepnym razem ;)

Poza konkretnymi pytaniami "patron" ma tez swoje filozofie oraz zawiechy, te najbardziej popularne to:

Filozofia 1:

Patron: dlaczego tego nie zrobilas ?

Ja: bo myślałam ...

Patron: nie masz myśleć !

Filozofia 2: 

Patron: dlaczego tego nie zrobilas ?

Ja: eeee

Patron: trzeba myśleć!

Zawiechy: 

Patron: zadzwoń do Pana......, do Pana........
Pana....
Pana.....
- Patrzy w okno - ......do Pana

Ja: stoję i czekam ponad 3000 kontaktów w outlooku, a on i tak na pewno mysli o kims, kogo mie mamy w bazie danych!

Ta sama zawiecha występuje z Panią

I ma jeszcze jedna interesujaca ceche: biegniesz do niego, przygotowana, lekcje odrobione na 5! wiesz wszystko, wszystko przewidzialas, masz wiecej informacji niz trzeaba.....a  on zawsze zada ci pytanie, na ktore nie masz akurat odpowiedzi ! normalnie zabilabym go za to! im bardziej sie przygotujesz i zglebisz problem, tym prostsze i banalne pytanie cie znokautuje!

C'est la vie!! Pedze troche popracowac, a juz niedlugo opowiem wam o "rentrée" :)

środa, 14 sierpnia 2013

Sierpniowo

W sierpniu Paryz jest pusty! Wszyscy są na wakacjach, odnotowuje się masowe wyjazdy, autostrady na południe zakorkowane, słoneczne wille i pałace zaczynają ożywać, plaże zaludnione, wszyscy są na Korsyce, na Lazurowym, w Biarritz, w Saint Jean de Luz, na ile de Ré..., lub innym szykownym miejscu, w ktorym trzeba być, trzeba się pokazać ...... 

a w Paryżu zostają turyści, ci, którzy za pózno poprosili o urlop i musieli zostać, oraz ci, którzy tak jak ja, dobrze zrozumieli, że to w Paryżu najlepszy czas na wypoczynek, na spokojną codzienność.... 

Sklepy zamknięte, piekarz na rogu ulicy zamknięty, ten dwie ulice dalej też, a żeby w Paryżu musieć iść dalej niż na róg ulicy po bagietkę czy kawałek mięsa to nie do pomyślenia! wszystko musi być pod ręką! nawet szkoły dla dzieci są prawie na każdej ulicy;)

tak więc w sierpniu trzeba się nieźle nagimnastykować, żeby znaleźć chleb! trzeba się dobrze zorganizować, żeby mieć co jeść ;) Rzeźnik zamknięty, fryzjer zamknięty, bank zamknięty,apteka zamknięta...itd itp! generalnie od 1ego do 26-28ego sierpnia trzeba się wdać w jakiś rodzaj hibernacji, medytacji czy wegetacji, żeby przeżyć, jeśli już trzeba nam było zostać w mieście, albo szybko spakować walizki i uciekać! gonić koleżanki i kolegów, znajomych i rodzinę i krzyczeć o pomoc!

nie wiem skąd ten pęd do wspólnych wakacji, wszyscy rodacy razem! jeszcze trochę to jakiś nakaz od prezydenta będzie na obowiązkowy sierpniowy wypoczynek, zamykamy wszystko, otwieramy walizki i wyjeżdżamy z Paryża!

Już któryś rok z rzędu zastanawiam się dlaczego moje biuro nie jest zamknięte w sierpniu? Co z tego, że ja przyjdę, że siedzę, że się nudzę, że  czasem jakaś zbłąkana na pustych ulicach dusza zadzwoni, skoro i tak nic nie załatwię bo inni "są zamknięci", albo na wakacjach, a zastępca nie wie o co chodzi, skoro i tak nikomu nie pomogę, bo jestem sama i przekierować rozmowy nie ma do kogo....eh, tak więc nic nie załatwicie w Paryżu w sierpniu, nikt nawet nic od ciebie nie będzie chciał, bo z założenia jesteś na urlopie, bo przecież "to sierpień"! U mnie w biurze zostały 3 osoby: ja i dwie biurowe koleżanki, cisza spókoj, siedzę sobie i piszę bloga heheheh

Od trzech lat mam taki plan, że celowo zostaję w sierpniu w pracy, bo to przedłużone wakacje! albo biorę urlop wcześniej, albo później, a w sierpniu wypoczywam, nikogo nie ma, szef na wakacjach, nikt nic nie chce, nikt nie marudzi, M. na wakacjach, S. na wakacjach... spokój psychiczny, nikt mnie nie śledzi, nie kontroluje, raj na ziemi! całe piętro moje!

Zorganizowalam się więc: mam książki do przeczytania, mam zestaw do manicure, mam głośniczki do słuchania radia lub oglądania seriali mmmmm wypoczynek :) 

Na dodatek ulice są puste, hałaśliwych skuterów prawie już nie słychać, autobusy przejeżdżają swoją trasę w 15 minut, no i siedzenia wolne, nie śmierdzi, ludzie się nie pchają, nie trącają, w metrze również jakoś lepiej, też  mniej śmierdzi, mniej ludzi, nikt ci nie siada na kolanach, ani nie uderza łokciami i nie depta po stopach, nie ma wyścigu szczurów o miejsce, które ma się zaraz zwolnić ..... 

niech oni wszyscy zostaną na tych wakacjach! ja mogę po bagietkę biec nawet cztery ulice dalej, tylko niech oni nie wracają, nie włączają 8ego biegu, nie przywozą spowrotem pośpiechu, stresu, narzekań, bo powiedzmy sobie szczerze, kto z wakacji wraca zrelaksowany i w dobrym humorze? na pewno nie Francuzi! po pierwsze urlop się właśnie skończył, więc już jest powód do narzekania, po drugie podczas ich nieobecności w pracy zrobiły się takie zaległości, że w sumie lepiej było nie wyjeżdżać! na dodatek wakacje spędzili ze swoją rodziną, z dziećmi, może nawet (O ZGROZO!) bez niańki, a  jak z niańką to co, te dzieci i tak tam były 24h, biegały, krzyczały, wariowały! a było ich przeciez minimum troje, czworo, plus kuzyni !... 

ale co się będę przejmować na zapas, delektujmy się wakacyjnym letnim Paryżem

niech żyje sierpień!

a tak wygladają butiki, sklepy i przerożne agencje, ulice roją sie od poprzyklejanych do drzwi karteczek, informujacych o letniej przerwie w pracy: 







wtorek, 6 sierpnia 2013

Księżniczka na ziarnku grochu



"Zaraz się o tym przekonamy - pomyslała stara królowa, ale nie powiedziała ani słowa, poszła do sypialni,zdjęła całą pościel, na spód łóżka położyła ziarnko grochu i ułożyła jeden na drugim dwadzieścia materaców na tym ziarnku grochu, a potem jeszcze dwadzieścia puchowych pierzyn na tych materacach.
        I na tym posłaniu miała spać księżniczka. Rano królowa zapytała ją, jak spędziła noc. - Oj bardzo zle - powiedziała księżniczka - całą noc oka nie mogłam zmrużyc! Nie wiadomo, co tam było w łóżku. Musiałam leżec na czymś twardym, bo mam całe ciało brązowe i niebieskie od sincóx. To straszne!"


Miasto zakorkowane wzdłuż i wszerz, samóchod jechał po woli, bardzo po woli, nie taki zwykły  samóchod, duży, wygodny, miekkie skórzane siedzenia, po prostu limuzyna, niektórzy mówią,  że „samolot”.....

M. prowadził... szef i szefowa siedzieli na tylnim siedzeniu, gdy nagle samochód jadący za nimi nie zahamował na czas i otarł się o tylni zderzak. Duży hałas, mały ślad, nic wielkiego, nic dramatycznego, pasażerowie praktycznie nic nie poczuli....

Takich zderzeń w Paryżu można z pewnością naliczyć tysiące każdego dnia, pewnie już ich nawet nie słyszymy w codziennym zgiełku i zamieszaniu,  giną gdzieś pomiędzy nerwowymi klaksonami i szybkimi skuterami ....

Oddajemy więc samochód do mechanika i żyjemy dalej....STOP!.....jak to !!! to nie takie proste! Co wy sobie myślicie! Jakie nic, a pomyśleliście o biednym szoferze! O tym co on przeżył, co odczuł? Jaki uraz na jego zdrowiu psychicznym i fizycznym wywołało to zdarzenie?!

Trzeba więc było szofera rownież oddać do naprawy! A diagnoza była grozna! M. cierpi na nazwy medyczne bardzo trudne do wypowiedzenia, bardzo bliskie łacinie. Gdy go słucham, zaczynam wierzyć w reinkarnację, przecież on musiał być lekarzem w poprzednim wcieleniu!

Po tym „wypadku”, z którego zaznaczam szef i szefowa wyszli cało i zdrowo, nawet telefon im z rąk nie wypadł, M. nie może się ruszać! Boli go szyja, ramiona, plecy, barki, stopy, paznokcie i końcówki włosów... cierpi!

WYPADEK PODCZAS PRACY, tydzień lekarskiego zwolnienia, przedłużony o kolejne 10 dni..... uwaga..... rehabilitacji, seanse z fizjoterapeutą i Bóg wie jakie jeszcze inne rytuały, pewnie mycie i układanie włosów, szczotkowanie zębów i picie piwa...eh bidula,

Ale co by tu nie mówić, tak odkryliśmy, że M. jest prawdziwą księżniczką!



czwartek, 18 lipca 2013

szok kulturowy


Francuzi sa jak roboty, zaprogramowani, nie potrafia wyjsc poza swoje przyzwyczajenia, patrzac na nich ma sie czesto wrazenie, ze naprawde przylecialo sie z innej planety, do przyzwyczajen naleza nie tylko strajki i kategorcznie nieprzekraczalne 35 godzin tygodniowej pracy, z czego 17,5 godziny spedza sie na kawie i papierosie, 15 godzin na rozmowach telefonicznych i narzekaniu na nadmiar obowiazkow i brak czasu na ich wykonanie…….

Pewne rytualy objawiaja sie notorycznie w prostocie zycia codziennego:

Przede wszystkim: POSILKI! To one nakrecaja rytm calego dnia! Wokol nich kreci sie zycie: sniadanie, obiad, podiweczorek, kolacja!

Kazdy o wyznaczonej, nieprzekraczalnej godzinie. Najlepiej widac to obserwujac francuskie restauracje: rano od 7/8:00 mozna juz sie napic kawy i zjesc croissanta, ale jak za dlugo spicie i zjawicie sie ok 10-11, nikt wam sie nie postara o sniadanie, bo oni juz sie beda szykowac do obiadu, w niektorych bistro i restauracjach od 11h30 juz wam nie pozwola usiasc jesli nie zamawiacie jedzenia, bo wszystkie stoliki sa zarezerwowane dla tych co beda jesc obiad.

Pora obiadowa konczy sie ok 14h30/15. I wtedy wrecz przeciwnie, nie dostaniecie juz nic do jedzenia, bo kuchnia juz posprzatana, po 15h mozna juz tylko sie napic. Glodni musza poczekac tak do 19/19h30 az kuchnia znowu zostanie otwarta! Sa tez takie restauracje co otwieraja wylacznie na czas posilkow, bo kto je w nie wyznaczonych do tego godzinach! Kto? Niekulturalni  i nieokrzesani turysci i cucodziemcy! I te restauracje, ktore to zrozumialy i postanowily na niekontrolowanym glodzie tych dziwnych istot zarobic, z duma wywieszaja na drzwiach plakietki z napisem „kuchnia wydaje caly dzien!”

Jesli juz o jedzeniu mowa to takie anegdotki „ z zycia wziete”:

Przede wszystkim KAWA: kawa rano, na pobudke i  po obiedzie na trawienie, koniecznie PO posilku i w formie pigulki, nie ma mowy o mojej ukochanej caffé latte! Nie dostaniecie latte we francuskiej café! A jak juz odwazycie sie poprosic to przyniosa wam tzw café crème, czyli zwykla filizanke kawy z mlekiem. A ja np uwielbiam duzy kubek kawy z mlekiem, ktora mozna wypic o kazdej porze dnia (i nocy) hmmmmm kazdy ma swoje upodobania, ale moje dziwne „picie kawy” wywolalo niezle zamieszanie w biurze, pan V. Nie wierzyl wlasnym oczom, ze kawe mozna pic w czyms wiekszym niz filizanka do espresso i na dodatek z mlekiem, myslal ze przygotowalam sobie jakas zupe instant !.... a gdy juz mu powiedzialam ze to KAWA Z MLEKIEM, ze zdziwieniem zapytal tylko jak moje serce znosi taka ilosc kofeiny ....taaaa wariatka ze mnie phi! Przeciez z Polski przyjechalam zero savoir vivre, na mojej wsi nie wiedza co to „kultura picia kawy”, spimy przeciez na slomie, w drewnianych domach, poruszami sie ryczkami konnymi i pola uprawiamy sila wlasnych miesni! Co bede z siebie snobke robic, siorbac 3ml kawy mocnej jak cholera, przez pol godziny i zajadac kosteczka czarnej czekolady na oslode zycia! Nie, to mi nie smakuje, to mi nie pasuje i tyle! Opowiem wam za to jak wyglada rytulal delektowania sie mala czarna w wydaniu pana V: 10 razy dziennie (ostatnio policzyl ze wypija dziennie 10 espresso! A mi sie pyta czy moje serce wytrzymuje zupe latte!) wiec 10 razy dziennie biegnie do malej biurowej kuchni, z oknem na podziemmny garaz, z drzwiami kolo WC, nerwowym gestem rozrywa karton z kapsulkami, drzaca dlonia przygotowuje filizaneczke, napelnia ja na jakies 2cm, miesza i wypija na dwa razy nad kuchennym zlewem, po czym szybkim krokiem powraca do swojego biurka....oto prawdziwa kawowa klasa!

Kawa to tez przede wszystkim "pobudzacz", nigdy tego nie zrozumialam, bo ja po kubku czarnej kawy nadal zdolna jestem zasnac, ale wiem, ze sa tacy, ktorym to pomaga/lub przeszkadza. We Francji ludnosc ma WIELKIE klopoty ze snem, francuzi spia z zatkanymi uszami i zawiazanymi oczami i zamknietymi na cztery sposty okiennicami! zaden promien swiatla, zaden dzwiek nie moze naruszyc ich delikatnego snu! jak raz zasnelam w takim zamknietym okiennicami pokoju to spalam do 15 bo myslalam ze noc jest ciagle i przypuszczam, ze gdybym nie spojrzala na zegarek przespalabym duzo wiecej. Tak wiec totalna ciemnosc, totalna cisza i wieczne niewyspanie to senne historie francuzow. Mam jenda fajna anegdote a propos kawy i jej wartosci pobudzajacych. Otoz, przebywalam z jedna rodzina na poludniu Francji podczas letnich wakacji. Zaprosili na kilka dni znajomych, zrobili uroczysta kolacje. Pan domu zaserwowal na deser lody! pyszne! kawowe, kokosowe, malinowe, waniliowe...klasyk. Na drugi dzien rano witam z usmiechem jedna z pan, pytam czy ca va i czy dobrze spala. slysze ze sle spala, ale to mnie nie dziwi bo nie znam Francuzki co dobrze sypia, jednak gdy mowi mi, ze nie mogla spac przez te dwie lyzeczki lodow kawowych, ktore zjadla wczoraj wieczorem, musze sie bardzo kontrolowac, zeby nie zrobic i nie powiedziec czegos glupiego......i tu zakoncze te opowiesc ;)

Pain  au chocolat i inne slodkosci:

Francuzi nie podjadaja, ok to sie chwali, ale w ich wydaniu to juz przesada. Np taki pain au
chocolat czy rogalik dozwolony jest wylacznie na sniadanie, i Bron Boze codziennie! OD SWIETA! Wyobrazcie wiec sobie zdziwione spojrzenia moich biurowych kolezanek, kiedy pewnego dnia przybylysmy z M. na przerwe obiadowa z dwoma pain au chocolat! No co taka nas naszla ochota! Wydawaloby sie ze spadlysmy z innej planety, 13h00 to godzina sandwicza, salatki, lub jakiegos dania cieplego! Znowu niecywilizowana Polka nie wie jak sie zachowac! A ja wam powiem tylko jedno: jem jak jestem glodna, a nie jak godzina tego nakazuje i jem to, na co mam ochote, a nie to, co lubia inni, a na dodatek nie zagladam innym do talerza, my marsjanie tak mamy!

Kinder czekoladki i inne stwory:

Dzieci maja przywilej „podwieczorkowania” o 16h0/16h30 jak wychodza ze szkoly nianki i inne opiekunki czekaja na nie z bagietka i dwoma kostkami czeklady! Te bardziej rozpieszczone dostaja po ciasteczku, albo jakims batoniku, ale to baaardzo rzadkie. Takie rarytasy sa za drogie!
Dzieciom nie kupuje sie slodyczy! Uwaga uwaga, znacie Kinder schoco bons ? takie male czekoladowe cukiereczki? Kto z was nie pokusil sie juz nie raz i nie wciagnal calej paczki tych pysznosci? Otoz mialam taka paczke w biurze, tak zeby sobie podjadac i poczestowac kolegow i kolezanki, przyszla I. wziela jednego i zachwycila sie jakie to pyszne.... mowie no pewka przeciez to Kinder, a ona na to ze pierwszy raz w zyciu to je! ..... I. jest po czterdziestce i ma dwojke dzieci w wieku szkolnym i nigdy nie jadla kinderek! ? zjadla, stwierdzila ze pyszne, po czym zaczela swoj wywod, ze ona dzieciom zadnych kinder bueno i innych takich  nie kupuje, bo to za drogo, bo inne dzieci sa zazdrosne, bo nie wiadomo co ....eh smutne dziecinstwo bez kinderek, smutna czterdziestka bez kinderek......

tyle na dzisiaj, zmykam naszla mnie ochota na czekolade !!!