środa, 28 sierpnia 2013

Boss ale niestety nie Hugo ;)


Po francusku szef to "patron"! tak, tak, coś w tym jest: to ten, który nad nami czuwa (żebyśmy za dużo błędów nie popełniali), nas pilnuje (żebyśmy żadnych głupstw nie robili), nas ochrania (przed nudą i lenistwem w biurze), ten, który nam przewodzi i dowodzi (żebyśmy wiedzieli co i jak), i nagradza (przelewem pod koniec miesiąca...)

- patron nigdy się nie myli
- patron zawsze wie lepiej
- zawsze ma lepszy pomysł

Mój patron to postać bardzo ciekawa, charyzmatyczna... Ale przede wszystkim to duży, bardzo rozpieszczony chłopiec, jak większość jego kolegów patronów, musi mieć wszystko najlepsze i wszystko musi być natychmiast, nawet drukarka musi wydrukować zanim ją o to poprosisz i mail musi dojść, zanim zdążysz go napisać.

Musisz siedzieć w jego głowie, wiedzieć co chce, o czym myśli, musisz wyprzedzać fakty, mieć gotową odpowiedz na pytanie, którego nie zadał, trzeba się nauczyć z nim przebywać, trzeba wiedzieć jak z nim postepować, trzeba być silnym i pewnym siebie, bo jak tylko wyczuje w tobie nutkę słabości i wahania, już  się nie pozbierasz. Musisz zrobić zanim cię o coś poprosi....

Oto przykładowe zadania, jakie dane mi było wykonać, dodam ze sama nie wiem jak, ale poradzilam sobie z ich realizacja :) taka ze mnie wspaniala asystentka! hahah :)  takie zagadki-rebusiki hahahha, ale się ubawiłam, normalnie praca tutaj to jak granie w milionerach, tylko jakoś nigdy do tego miliona się nie dociera, a pytania co jedne to lepsze:

Pytanie pierwsze:

Patron: jak się nawyza ten Pan, co jego nazwisko ma chyba trzy sylaby, i co też lubi muzea i sztuke, i lubi Arts Décoratifs.....???

Ja: eeee......?
(w mojej głowie: taaaa jego książka adresowo-kontaktowa ma tysiace pozycji, on sam jak widać dobrze wszystkich nie kojarzy, no ale ja! ja to wiem, ja mam twardy dysk zamiast mózgu i w mig podam nazwisko i numer telefonu)

Patron: no często go widuję podczas różnych obiadów i kolacji...

Ja: eeeee....
(w mojej głowie: on jada obiady i kolacje codziennie, 7 dni w tygodniu,więcej  jest zapraszany niż zaprasza, nie zawsze mam wgląd do listy gości, czasem są to przyjęcia na kilkadziesiąt osób i niestety nie mam przyjemności na nich bywać)

Pytanie drugie:

Patron: Alicja! wydaje mi się, że zrobiłem rezerwację w jakimś hotelu w Szwajcarii, tylko nie pamiętam w jakim, możesz to sprawdzić?

Ja: ekhm ....tak oczywiście, na kiedy? w jakim mieście

Patron: nie wiem, robiłem to na ipadzie i nie ma

Ja: ... ???
(w mojej głowie: jaja se ze mnie robi!)

Patron: chyba coś z golfem w nazwie było, sprawdz moje wyciągi bankowe, czy jakaś suma nie została przelana...

Ja: a wpisywał Pan dane swojej karty, jak Pan rezerwował? która karta? które konto?.....

Patron: nie pamiętam, tu na ipadzie robiłem i nie wiem co się stało


......

Pytanie trzecie:

Patron zostawil S. wiadomość: niech Alicja się dowie, dlaczego nie mam internetu w mojej posiadłości na wsi?

Ja: ????? aha, w którym domu? w jakiej sieci? to on ma inernet na wsi? Jakiś numer klienta, numer telefonu by się przydał

Patron: nie działa od dwóch dni nie działa zadzwoń zapytaj dlaczego ....po czym wsiadl do samolotu i odlecial na drugi koniec Francji, nie martwcie sie, nie tylko wszystkiego sie dowiedzialam, uruchomilam internet na nowo, ale jeszcze zapisalam go do klubu klientow VIP, tak bedzie latwiej nastepnym razem ;)

Poza konkretnymi pytaniami "patron" ma tez swoje filozofie oraz zawiechy, te najbardziej popularne to:

Filozofia 1:

Patron: dlaczego tego nie zrobilas ?

Ja: bo myślałam ...

Patron: nie masz myśleć !

Filozofia 2: 

Patron: dlaczego tego nie zrobilas ?

Ja: eeee

Patron: trzeba myśleć!

Zawiechy: 

Patron: zadzwoń do Pana......, do Pana........
Pana....
Pana.....
- Patrzy w okno - ......do Pana

Ja: stoję i czekam ponad 3000 kontaktów w outlooku, a on i tak na pewno mysli o kims, kogo mie mamy w bazie danych!

Ta sama zawiecha występuje z Panią

I ma jeszcze jedna interesujaca ceche: biegniesz do niego, przygotowana, lekcje odrobione na 5! wiesz wszystko, wszystko przewidzialas, masz wiecej informacji niz trzeaba.....a  on zawsze zada ci pytanie, na ktore nie masz akurat odpowiedzi ! normalnie zabilabym go za to! im bardziej sie przygotujesz i zglebisz problem, tym prostsze i banalne pytanie cie znokautuje!

C'est la vie!! Pedze troche popracowac, a juz niedlugo opowiem wam o "rentrée" :)

środa, 14 sierpnia 2013

Sierpniowo

W sierpniu Paryz jest pusty! Wszyscy są na wakacjach, odnotowuje się masowe wyjazdy, autostrady na południe zakorkowane, słoneczne wille i pałace zaczynają ożywać, plaże zaludnione, wszyscy są na Korsyce, na Lazurowym, w Biarritz, w Saint Jean de Luz, na ile de Ré..., lub innym szykownym miejscu, w ktorym trzeba być, trzeba się pokazać ...... 

a w Paryżu zostają turyści, ci, którzy za pózno poprosili o urlop i musieli zostać, oraz ci, którzy tak jak ja, dobrze zrozumieli, że to w Paryżu najlepszy czas na wypoczynek, na spokojną codzienność.... 

Sklepy zamknięte, piekarz na rogu ulicy zamknięty, ten dwie ulice dalej też, a żeby w Paryżu musieć iść dalej niż na róg ulicy po bagietkę czy kawałek mięsa to nie do pomyślenia! wszystko musi być pod ręką! nawet szkoły dla dzieci są prawie na każdej ulicy;)

tak więc w sierpniu trzeba się nieźle nagimnastykowaćżeby znaleźć chleb! trzeba się dobrze zorganizowaćżeby mieć co jeść ;) Rzeźnik zamknięty, fryzjer zamknięty, bank zamknięty,apteka zamknięta...itd itp! generalnie od 1ego do 26-28ego sierpnia trzeba się wdać w jakiś rodzaj hibernacji, medytacji czy wegetacjiżeby przeżyć, jeśli już trzeba nam było zostać w mieście, albo szybko spakować walizki i uciekać! gonić koleżanki i kolegów, znajomych i rodzinę i krzyczeć o pomoc!

nie wiem skąd ten pęd do wspólnych wakacji, wszyscy rodacy razem! jeszcze trochę to jakiś nakaz od prezydenta będzie na obowiązkowy sierpniowy wypoczynek, zamykamy wszystko, otwieramy walizki i wyjeżdżamy z Paryża!

Już któryś rok z rzędu zastanawiam się dlaczego moje biuro nie jest zamknięte w sierpniu? Co z tego, że ja przyjdęże siedzęże się nudzęże  czasem jakaś zbłąkana na pustych ulicach dusza zadzwoni, skoro i tak nic nie załatwię bo inni "są zamknięci", albo na wakacjach, a zastępca nie wie o co chodzi, skoro i tak nikomu nie pomogę, bo jestem sama i przekierować rozmowy nie ma do kogo....eh, tak więc nic nie załatwicie w Paryżu w sierpniu, nikt nawet nic od ciebie nie będzie chciał, bo z założenia jesteś na urlopie, bo przecież "to sierpień"! U mnie w biurze zostały 3 osoby: ja i dwie biurowe koleżanki, cisza spókoj, siedzę sobie i piszę bloga heheheh

Od trzech lat mam taki plan, że celowo zostaję w sierpniu w pracy, bo to przedłużone wakacje! albo biorę urlop wcześniej, albo później, a w sierpniu wypoczywam, nikogo nie ma, szef na wakacjach, nikt nic nie chce, nikt nie marudzi, M. na wakacjach, S. na wakacjach... spokój psychiczny, nikt mnie nie śledzi, nie kontroluje, raj na ziemi! całe piętro moje!

Zorganizowalam się więc: mam książki do przeczytania, mam zestaw do manicure, mam głośniczki do słuchania radia lub oglądania seriali mmmmm wypoczynek :) 

Na dodatek ulice są puste, hałaśliwych skuterów prawie już nie słychać, autobusy przejeżdżają swoją trasę w 15 minut, no i siedzenia wolne, nie śmierdzi, ludzie się nie pchają, nie trącają, w metrze również jakoś lepiej, też  mniej śmierdzi, mniej ludzi, nikt ci nie siada na kolanach, ani nie uderza łokciami i nie depta po stopach, nie ma wyścigu szczurów o miejsce, które ma się zaraz zwolnić ..... 

niech oni wszyscy zostaną na tych wakacjach! ja mogę po bagietkę biec nawet cztery ulice dalej, tylko niech oni nie wracają, nie włączają 8ego biegu, nie przywozą spowrotem pośpiechu, stresu, narzekań, bo powiedzmy sobie szczerze, kto z wakacji wraca zrelaksowany i w dobrym humorze? na pewno nie Francuzi! po pierwsze urlop się właśnie skończył, więc już jest powód do narzekania, po drugie podczas ich nieobecności w pracy zrobiły się takie zaległości, że w sumie lepiej było nie wyjeżdżać! na dodatek wakacje spędzili ze swoją rodziną, z dziećmi, może nawet (O ZGROZO!) bez niańki, a  jak z niańką to co, te dzieci i tak tam były 24h, biegały, krzyczały, wariowały! a było ich przeciez minimum troje, czworo, plus kuzyni !... 

ale co się będę przejmować na zapas, delektujmy się wakacyjnym letnim Paryżem

niech żyje sierpień!

a tak wygladają butiki, sklepy i przerożne agencje, ulice roją sie od poprzyklejanych do drzwi karteczek, informujacych o letniej przerwie w pracy: 







wtorek, 6 sierpnia 2013

Księżniczka na ziarnku grochu



"Zaraz się o tym przekonamy - pomyslała stara królowa, ale nie powiedziała ani słowa, poszła do sypialni,zdjęła całą pościel, na spód łóżka położyła ziarnko grochu i ułożyła jeden na drugim dwadzieścia materaców na tym ziarnku grochu, a potem jeszcze dwadzieścia puchowych pierzyn na tych materacach.
        I na tym posłaniu miała spać księżniczka. Rano królowa zapytała ją, jak spędziła noc. - Oj bardzo zle - powiedziała księżniczka - całą noc oka nie mogłam zmrużyc! Nie wiadomo, co tam było w łóżku. Musiałam leżec na czymś twardym, bo mam całe ciało brązowe i niebieskie od sincóx. To straszne!"


Miasto zakorkowane wzdłuż i wszerz, samóchod jechał po woli, bardzo po woli, nie taki zwykły  samóchod, duży, wygodny, miekkie skórzane siedzenia, po prostu limuzyna, niektórzy mówią,  że „samolot”.....

M. prowadził... szef i szefowa siedzieli na tylnim siedzeniu, gdy nagle samochód jadący za nimi nie zahamował na czas i otarł się o tylni zderzak. Duży hałas, mały ślad, nic wielkiego, nic dramatycznego, pasażerowie praktycznie nic nie poczuli....

Takich zderzeń w Paryżu można z pewnością naliczyć tysiące każdego dnia, pewnie już ich nawet nie słyszymy w codziennym zgiełku i zamieszaniu,  giną gdzieś pomiędzy nerwowymi klaksonami i szybkimi skuterami ....

Oddajemy więc samochód do mechanika i żyjemy dalej....STOP!.....jak to !!! to nie takie proste! Co wy sobie myślicie! Jakie nic, a pomyśleliście o biednym szoferze! O tym co on przeżył, co odczuł? Jaki uraz na jego zdrowiu psychicznym i fizycznym wywołało to zdarzenie?!

Trzeba więc było szofera rownież oddać do naprawy! A diagnoza była grozna! M. cierpi na nazwy medyczne bardzo trudne do wypowiedzenia, bardzo bliskie łacinie. Gdy go słucham, zaczynam wierzyć w reinkarnację, przecież on musiał być lekarzem w poprzednim wcieleniu!

Po tym „wypadku”, z którego zaznaczam szef i szefowa wyszli cało i zdrowo, nawet telefon im z rąk nie wypadł, M. nie może się ruszać! Boli go szyja, ramiona, plecy, barki, stopy, paznokcie i końcówki włosów... cierpi!

WYPADEK PODCZAS PRACY, tydzień lekarskiego zwolnienia, przedłużony o kolejne 10 dni..... uwaga..... rehabilitacji, seanse z fizjoterapeutą i Bóg wie jakie jeszcze inne rytuały, pewnie mycie i układanie włosów, szczotkowanie zębów i picie piwa...eh bidula,

Ale co by tu nie mówić, tak odkryliśmy, że M. jest prawdziwą księżniczką!



czwartek, 18 lipca 2013

szok kulturowy


Francuzi sa jak roboty, zaprogramowani, nie potrafia wyjsc poza swoje przyzwyczajenia, patrzac na nich ma sie czesto wrazenie, ze naprawde przylecialo sie z innej planety, do przyzwyczajen naleza nie tylko strajki i kategorcznie nieprzekraczalne 35 godzin tygodniowej pracy, z czego 17,5 godziny spedza sie na kawie i papierosie, 15 godzin na rozmowach telefonicznych i narzekaniu na nadmiar obowiazkow i brak czasu na ich wykonanie…….

Pewne rytualy objawiaja sie notorycznie w prostocie zycia codziennego:

Przede wszystkim: POSILKI! To one nakrecaja rytm calego dnia! Wokol nich kreci sie zycie: sniadanie, obiad, podiweczorek, kolacja!

Kazdy o wyznaczonej, nieprzekraczalnej godzinie. Najlepiej widac to obserwujac francuskie restauracje: rano od 7/8:00 mozna juz sie napic kawy i zjesc croissanta, ale jak za dlugo spicie i zjawicie sie ok 10-11, nikt wam sie nie postara o sniadanie, bo oni juz sie beda szykowac do obiadu, w niektorych bistro i restauracjach od 11h30 juz wam nie pozwola usiasc jesli nie zamawiacie jedzenia, bo wszystkie stoliki sa zarezerwowane dla tych co beda jesc obiad.

Pora obiadowa konczy sie ok 14h30/15. I wtedy wrecz przeciwnie, nie dostaniecie juz nic do jedzenia, bo kuchnia juz posprzatana, po 15h mozna juz tylko sie napic. Glodni musza poczekac tak do 19/19h30 az kuchnia znowu zostanie otwarta! Sa tez takie restauracje co otwieraja wylacznie na czas posilkow, bo kto je w nie wyznaczonych do tego godzinach! Kto? Niekulturalni  i nieokrzesani turysci i cucodziemcy! I te restauracje, ktore to zrozumialy i postanowily na niekontrolowanym glodzie tych dziwnych istot zarobic, z duma wywieszaja na drzwiach plakietki z napisem „kuchnia wydaje caly dzien!”

Jesli juz o jedzeniu mowa to takie anegdotki „ z zycia wziete”:

Przede wszystkim KAWA: kawa rano, na pobudke i  po obiedzie na trawienie, koniecznie PO posilku i w formie pigulki, nie ma mowy o mojej ukochanej caffé latte! Nie dostaniecie latte we francuskiej café! A jak juz odwazycie sie poprosic to przyniosa wam tzw café crème, czyli zwykla filizanke kawy z mlekiem. A ja np uwielbiam duzy kubek kawy z mlekiem, ktora mozna wypic o kazdej porze dnia (i nocy) hmmmmm kazdy ma swoje upodobania, ale moje dziwne „picie kawy” wywolalo niezle zamieszanie w biurze, pan V. Nie wierzyl wlasnym oczom, ze kawe mozna pic w czyms wiekszym niz filizanka do espresso i na dodatek z mlekiem, myslal ze przygotowalam sobie jakas zupe instant !.... a gdy juz mu powiedzialam ze to KAWA Z MLEKIEM, ze zdziwieniem zapytal tylko jak moje serce znosi taka ilosc kofeiny ....taaaa wariatka ze mnie phi! Przeciez z Polski przyjechalam zero savoir vivre, na mojej wsi nie wiedza co to „kultura picia kawy”, spimy przeciez na slomie, w drewnianych domach, poruszami sie ryczkami konnymi i pola uprawiamy sila wlasnych miesni! Co bede z siebie snobke robic, siorbac 3ml kawy mocnej jak cholera, przez pol godziny i zajadac kosteczka czarnej czekolady na oslode zycia! Nie, to mi nie smakuje, to mi nie pasuje i tyle! Opowiem wam za to jak wyglada rytulal delektowania sie mala czarna w wydaniu pana V: 10 razy dziennie (ostatnio policzyl ze wypija dziennie 10 espresso! A mi sie pyta czy moje serce wytrzymuje zupe latte!) wiec 10 razy dziennie biegnie do malej biurowej kuchni, z oknem na podziemmny garaz, z drzwiami kolo WC, nerwowym gestem rozrywa karton z kapsulkami, drzaca dlonia przygotowuje filizaneczke, napelnia ja na jakies 2cm, miesza i wypija na dwa razy nad kuchennym zlewem, po czym szybkim krokiem powraca do swojego biurka....oto prawdziwa kawowa klasa!

Kawa to tez przede wszystkim "pobudzacz", nigdy tego nie zrozumialam, bo ja po kubku czarnej kawy nadal zdolna jestem zasnac, ale wiem, ze sa tacy, ktorym to pomaga/lub przeszkadza. We Francji ludnosc ma WIELKIE klopoty ze snem, francuzi spia z zatkanymi uszami i zawiazanymi oczami i zamknietymi na cztery sposty okiennicami! zaden promien swiatla, zaden dzwiek nie moze naruszyc ich delikatnego snu! jak raz zasnelam w takim zamknietym okiennicami pokoju to spalam do 15 bo myslalam ze noc jest ciagle i przypuszczam, ze gdybym nie spojrzala na zegarek przespalabym duzo wiecej. Tak wiec totalna ciemnosc, totalna cisza i wieczne niewyspanie to senne historie francuzow. Mam jenda fajna anegdote a propos kawy i jej wartosci pobudzajacych. Otoz, przebywalam z jedna rodzina na poludniu Francji podczas letnich wakacji. Zaprosili na kilka dni znajomych, zrobili uroczysta kolacje. Pan domu zaserwowal na deser lody! pyszne! kawowe, kokosowe, malinowe, waniliowe...klasyk. Na drugi dzien rano witam z usmiechem jedna z pan, pytam czy ca va i czy dobrze spala. slysze ze sle spala, ale to mnie nie dziwi bo nie znam Francuzki co dobrze sypia, jednak gdy mowi mi, ze nie mogla spac przez te dwie lyzeczki lodow kawowych, ktore zjadla wczoraj wieczorem, musze sie bardzo kontrolowac, zeby nie zrobic i nie powiedziec czegos glupiego......i tu zakoncze te opowiesc ;)

Pain  au chocolat i inne slodkosci:

Francuzi nie podjadaja, ok to sie chwali, ale w ich wydaniu to juz przesada. Np taki pain au
chocolat czy rogalik dozwolony jest wylacznie na sniadanie, i Bron Boze codziennie! OD SWIETA! Wyobrazcie wiec sobie zdziwione spojrzenia moich biurowych kolezanek, kiedy pewnego dnia przybylysmy z M. na przerwe obiadowa z dwoma pain au chocolat! No co taka nas naszla ochota! Wydawaloby sie ze spadlysmy z innej planety, 13h00 to godzina sandwicza, salatki, lub jakiegos dania cieplego! Znowu niecywilizowana Polka nie wie jak sie zachowac! A ja wam powiem tylko jedno: jem jak jestem glodna, a nie jak godzina tego nakazuje i jem to, na co mam ochote, a nie to, co lubia inni, a na dodatek nie zagladam innym do talerza, my marsjanie tak mamy!

Kinder czekoladki i inne stwory:

Dzieci maja przywilej „podwieczorkowania” o 16h0/16h30 jak wychodza ze szkoly nianki i inne opiekunki czekaja na nie z bagietka i dwoma kostkami czeklady! Te bardziej rozpieszczone dostaja po ciasteczku, albo jakims batoniku, ale to baaardzo rzadkie. Takie rarytasy sa za drogie!
Dzieciom nie kupuje sie slodyczy! Uwaga uwaga, znacie Kinder schoco bons ? takie male czekoladowe cukiereczki? Kto z was nie pokusil sie juz nie raz i nie wciagnal calej paczki tych pysznosci? Otoz mialam taka paczke w biurze, tak zeby sobie podjadac i poczestowac kolegow i kolezanki, przyszla I. wziela jednego i zachwycila sie jakie to pyszne.... mowie no pewka przeciez to Kinder, a ona na to ze pierwszy raz w zyciu to je! ..... I. jest po czterdziestce i ma dwojke dzieci w wieku szkolnym i nigdy nie jadla kinderek! ? zjadla, stwierdzila ze pyszne, po czym zaczela swoj wywod, ze ona dzieciom zadnych kinder bueno i innych takich  nie kupuje, bo to za drogo, bo inne dzieci sa zazdrosne, bo nie wiadomo co ....eh smutne dziecinstwo bez kinderek, smutna czterdziestka bez kinderek......

tyle na dzisiaj, zmykam naszla mnie ochota na czekolade !!! 

piątek, 12 lipca 2013

Paryskie zycie

Ten temat musze poruszyc! Wiele rzeczy juz we Francji slyszalam i widzialam, wiele przezylam, ale niespodzianki czekaja na kazdym rogu ulicy!

To co wydaje sie niemozliwe dla chyba wiekszosci z nas, w Paryzu staje sie codziennoscia. Opowiem wam o tym, jak sie w Paryzu mieszka, jest to temat warty poruszenia, bo nie wszyscy z was zdaja sobie sprawe w jakich warunkach mozna sie zadomowic :) Ludzie mieszkaja tu w pomieszczeniach mierzacych 7/8/9m², na 6tym, 7mym pietrze BEZ windy, z kretymi waskimi schodami, z toaleta na korytarzu, wspolna z reszta mieszkancow i kto wie z kim jeszcze. Kabina prysznicowa jest coraz czesciej w wyposazeniu "mieszkania", ale nadal nalezy do luksusu! Zdaza sie bowiem, ze pokoj posiada wylacznie umywalke.... (i tu pojawia sie na nowo bardzo trudna kwestia higieny i czystosci tego narodu) ale kto by narzekal! komu brakuje lazienki, jesli ma widok na wierze Eiffel'a, jak mozna sie skarzyc na tak przyziemne sprawy gdy ma sie mozliwosc mieszkania w Paryzu!! To okropne, ale tak jest!

Jestesmy wiec szczesliwymi posiadaczami dachu nad glowa w Paryzu, ktory udalo nam sie wynajac z niemalym trudem, dostarczajac wlascicielowi milion zaswiadczen i papierow o nadzwyczaj wysokich dochodach, deklaracje zyranta, ktory obiecuje placic za mnie czynsz, gdy ja przestane..... nasze cztery katy sa bardzo praktyczne: wstajac z lozka znajdujemy sie od razu pod prysznicem, a spod prysznica trafiamy prosto na drzwi szafy (jesli takowa sie w naszym "mieszkaniu" miesci). Ubieramy sie wiec i wybiegamy radosnie "na miasto",  poranna gimnastyke zaliczamy schodzac po schodach z 7ego pietra i majac wielka nadzieje ze nic nie zapomnielismy (nie trzeba sie bedzie wracac!)

to taki ogolny zarys tego zjawiska, a teraz podziele sie z wami dwoma anegdotami, ktore bezposrednio "przezylam", i ktore uwazam godne sa opisania :

1) historia nr 1:

 drugi etap paryskiego zycia, to porzucenie z wielkim sentymentem naszych 8m² i przeprowadzka do wiekszego mieszkania, ktore dzielic bedziemy ze wspollokatorem/wspollokatorka. To jedyny sposob, zeby oplacic czynsz, ktory czesto przebija przecietne zarobki, ludzi pracujacych na pelen etat. Dla przykladu zaznaczam ze za nasze 7/8/9m² placilismy miedzy 450 à 600€ !
Tak wiec przeprowadzka! ah nareszcie mozna sie przejsc z lazienki do pokoju, z pokoju do kuchni, nareszcie mozemy chodzic wyprostowani nie uderzajac glowa o skosny dach i sciany poddasza (zapomnialam dodac, ze pokoje sa czesto na poddaszu). Mieszkalam tak kilka miesiecy z jedna mloda Francuzka, o ktorej nietypowych przyzwyczajeniach jeszcze wam opowiem ;) pewnego dnia zapukala do naszych drzwi wlascicielka mieszkania, obok niej stala dziewczyna w naszym wieku. Przywitala sie z nami, przedstawila nam dziewczyne, wytlumaczyla ze wynajmuje ona pokoj na przeciwko, a poniewaz jest w nim jedynie umywalka, moze moglaby przyjsc do nas OD CZASU DO CZASU (bo kto sie myje codziennie!) wziac prysznic!!!! Siedzicie jeszcze? i jak tu zareagowac? co odpowiedziec w takiej sytuacji, patrzac tej dziewczynie w oczy? zszokowane odpowiedzialysmy cichym "ok", zal nam bylo tej dziewczyny. Drzwi sie zamknely, a my stalysmy w oslupieniu, gdzies w srodku nas mialysmy chyba nadzieje ze nie odwzy sie ona przyjsc, bo to przeciez strasznie niezreczna sytuacja, na dodatek w ogole sie nie znamy!!!

Kilka dni pozniej, dziewczyna zapukala do naszych drzwi z pudelkiem czekoladek i dobrej herbaty w rekach, nie przyszla sie umyc, przyszla przeprosic i porozmawiac. Byla Rosjanka, dala sie wrobic w ten pokoik poniewaz zalatwiala wszystkie formalnosci na dystans, zeby wszystko bylo gotowe na jej przyjazd do Paryza, oczywiscie wlascicielka zataila fakt, ze nie ma tam prysznica, dala jej do zrozumienia ze jest pelne wyposazenie! W dniu wreczenia klucza, gdy nowa lokatorka zdziwila sie zastanymi warunkami mieszkaniowymi, wlascicielka powiedziala jej, ze przeciez zawsze moze zapisac sie do jakiegos fitness clubu, tam przeciez maja prysznice !..........
i moze w tym momencie przerwe te opowiesc, mysle ze nic wiecej dodawac nie trzeba, mysle ze i tak juz jestescie gleboko wstrzasnieci, dla ulatwienia dodam, ze zapis do fitness clubu na rok wynosi dobre 1000€....

2) historia nr 2:

pani M. ma do wynajecia "pokoj" (czyli wyzej opisany "chambre de bonne" dokladnie "pokoj sluzacej") pyta mnie czy nie znam kogos, kto szuka MIESZKANIA? wychwala dzielnice (fakt czesto pokoje te znajduja sie w najlepszych dzielnicach Prayza, nic dziwnego, tylko bogaczy stac na sluzbe), mowi ze piekny widok z okna, ze pokoj swiezo wyremontowany,..... i uwaga! kibelek jest W pokoju! (REPEAT PLEASE!) ...w mojej glowie zaczynaja tanczyc obrazy, oczyma duszy widze maly pokoik z WC  przy glowie lozka (poniewaz w nogach lozka jest juz kabina prysznicowa!) ciezko mi sobie to wyobrazic, bo w 9m² WC zawsze bedzie ZA BLISKO lozka ! moja wyobraznia idzie dalej, zaczynam sobie mowic ok to taki pokoj dla modego imprezowicza, bez biegania do toalety!!!......STOP! mam ochote sie uszczypnac! przestan takich rzeczy nie mozna sobie nawet wyobrazac! to wszystko dzieje sie w mojej glowie w czasie gdy pani M kontynuuje swoj wywod i "sprzedaje" mi swoj pokoj! Musze wygladac dziwnie (moja niekontrolowana mimika twarzy jest zdradziecka!) bo pani M szybko sie wycofuje i mowi: Ale wiesz toaleta na korytarzu  jest w bardzo dobrym stanie! wszyscy zawsze jej uzywaja! a WC w pokoju czesto sluzy jako półka, mozna cos tam postawic (moze jakis kwiat mysle sobie!)......

To mnie przerasta WTF?

Zostaje mi przeciez tylko polecic te rezydencje jednej z moich kolezanek!





środa, 10 lipca 2013

Alice in Workland

Środa 11h07 :

Jak by wam tu najlepiej streścić moje doświadczenia biurowe....

"Ale ja nie chciałabym mieć do czynienia z wariatami - rzekła Alicja. 

- O, na to nie ma już rady - odparł Kot. - Wszyscy mamy tutaj bzika. Ja mam bzika, ty masz bzika.
- Skąd może pan wiedzieć, że ja mam bzika? - zapytała Alicja. 
- Musisz mieć. Inaczej nie przyszłabyś tutaj.” 


 ***
15h00

pan M. jest moją nieustanną inspiracją, moją muzą! postanowiłam więc przybliżyć wam dziś jego osobowość, jego zapał do wykonywanej pracy, jego pasje dla tego co robi! :


IMIE: M.
NAZWISKO: ******
ZAWOD: szofer
JEGO MOTTO: nie mam czasu
MOTTO nr 2: jestem przepracowany

gdy sie go o cos prosi:

ODPOWIEDZ 1: wszystkie te samochodowe historie dzialaja mi na nerwy!
ODPOWIEDZ 2: nie jestem kamerdynerem, jestem szoferem
ODPOWIEDZ 3: nie jestem dostawca

kiedy ma gdzies pojechac:

PARYZ: nie da sie nigdzie zaparkowac
PRZEDMIESCIA: za daleko, nie bedzie sie specjalnie meczyl
MISJA DO WYKONANIA: CHOLERA nie mam czasu!
CO NAJBARDZIEJ LUBI ROBIC W BIURZE: sledzic forum internetowe jego ulubionej plkarskiej ekipy

MAGICZNA MOC: zniknac kiedy sie go szuka,
MAGICZNA MOC 2: stac sie niewidzialnym, zeby nikt go o nic nie prosil

MAGICZNA MOC NAD KTORA PRACUJE: zrobic to, co mam do zrobienia, nie ruszajac sie z biura, albo najlepiej zeby sie samo zrobilo :) 



***
17h30 

“Be what you would seem to be- or, if you'd like it put more simply- Never imagine yourself not to be otherwise than what it might appear to others that what you were or might have been was not otherwise than what you had been would have appeared to them to be otherwise.” 


(A stąd morał: Bądź, kim się zdajesz, lub, jesli wolisz prościej: Nie myśl sobie, że nie jesteś kimś innym niż mogłoby się wydawać innym że będąc kim jesteś lub mogłabyś być nie byłabyś kimś innym niż byłabyś gdybyś wydawała im się kims innym.)